Czwartek, 15 maja 2008
Twój Styl nr 06 (214) 2008
Siostra musi walczyć
tagi: Agnieszka Radwańska, Ula Radwańska, tenis, kort, mecz, trening, trener, serwis, beckhend, sport,
Nie mają prywatności, chłopaków, nie bywają na okładkach pism. Trenują, startują, walczą z kontuzjami, śpią w samolotach. Bo liczy się tylko zwycięstwo. Zakon o najtwardszej regule. Tak o życiu Agnieszki i Uli Radwańskich mówi ich trener, który podnosi poprzeczkę, wymaga poświęceń, rozlicza z wyników. A mógłby tylko kochać. Bo jest przecież ich tatą.
"Nadwiślan", klub tenisowy na Koletku, bocznej ulicy w śródmieściu Krakowa. Ciszę poranka przerywa ostre: "Wal! Mocnieeej!". Atomowe uderzenie, piłka prawie wbija się w ceglany pył. "Jeszcze raz!" – po serii powtórzeń dziewczyna jest spocona, usta zaciska w wąską kreskę, oddycha ciężko. Trener wyczekuje, wraca do komendy: "Serwis!". To pięta achillesowa Agnieszki. Venus Williams serwuje piłkę z prędkością 200 km/h, ona – tylko 170. Zbiera siły, uderza. Za słabo?
OK, powtórzy to setki razy.
Po przeciwnej stronie kortu podobna dziewczyna ćwiczy bekhend. Obie są szczupłe, z kitkami falowanych włosów. Takie same buty, spodnie od dresów, tylko bluzy różnią się kolorem. Agnieszka Radwańska (biała bluza), na liście WTA (najważniejszym rankingu kobiecego tenisa) w tym roku już na czternastej pozycji, 19 lat. Ula Radwańska (żółta bluza), 17 lat, najlepsza juniorka świata, w WTA w połowie drugiej setki. Ojciec trener schodzi z kortu, z przeszklonej kawiarni obok będzie widział wszystko. Ale wybiera miejsce tyłem do okna. – Widzi pani, mogę usiąść plecami do nich, a one i tak będą ćwiczyć. Wiedzą, co mają robić.
ONA JAK JA
Godzinę później Agnieszka (przez bliskich nazywana Isią) opowiada o badaniach w Niemczech, które przeszły niedawno z Ulą.
– Analizy ruchomości stawów, wydolności mięśni. Mnóstwo cyfr. Lekarze porównali wyniki moje i siostry, zamurowało ich – identyczne! To zdarza się raz na milion przypadków! – Isia jest dumna z podobieństwa. Ula opowiada: – Pierwszy telefon po meczu zawsze do Isi. Pierwsze zadanie po turnieju: kupić prezent siostrze... Są dla siebie powierniczkami, przyjaciółkami, wszystkim. Od 14 lat trenują razem. Znają zmieniające się z wiekiem rozmiary butów, bielizny, pierścionków siostry. Swoje kody dostępu do poczty elektronicznej, piny do komórek, kart kredytowych. Taki sam gust, poczucie humoru, muzyka w samochodzie, pokój w hotelu. Inne miejsce w rankingach. Ula zawsze kilka kroków za Agnieszką. Czy z tego powodu coś zgrzyta?
CIEŃ WIELKIEJ SIOSTRY
Dwa lata temu, zwycięstwo Agnieszki nad Marią Szarapową w III rundzie US Open. Długa konferencja prasowa, następnego dnia w "New York Timesie" artykuł: "Pogromczyni królowej hoduje szczury!".
Agnieszka: – Byłam zdziwiona, że takie rzeczy interesują dziennikarzy. Fakt, mam dwa szczurki, Flipa i Flapa. Ale co z tego? Robert Radwański: – Tamtego dnia zrozumiałem, że Isia staje się osobą publiczną, że media będą szperać, szukać sensacji.
Dla nich byłoby dobrze, gdybym ja był trenerem katem, a one siostrami rywalkami. Ale tak nie jest – zapewnia. Isia tłumaczy: – Ula jest juniorką, ma limity na starty w turniejach dla pełnoletnich zawodniczek. W sezonie może wystąpić w 13 imprezach zawodowych, ja – w 24. Nie zbiera punktów do rankingu na tych samych zasadach co ja – Agnieszka chce być sprawiedliwa. Ona w wieku siostry miała gorszą pozycję w zestawieniu juniorek, więc Ula za dwa lata może ją nawet przeskoczyć. – Jeszcze wystrzeli – mówi spokojnie ojciec trener. Dodaje, że Ula musi dojrzeć emocjonalnie. Jest jak wulkan, porywcza, wybuchowa. – Czasem wychodzi z niej Mister Hyde, wścieka się na korcie, obraża. Ale to z ambicji, z silnej motywacji. Zapanuje nad sobą i będzie dobrze – twierdzi.
Po wygranej w juniorskim Wimbledonie Ula powiedziała: – Mój czas jest blisko. Czuję, że wychodzę z cienia siostry. Bo na razie to Isia jest magnesem na sponsorów, rozdaje więcej autografów, zagrała w reklamie. To Isia po zamknięciu ostatniego sezonu była na 6. miejscu pod względem wysokości zarobków tenisistek, Isia kupiła dla rodziny 200-metrowy apartament, auto dla dziadka w rewanżu za rodowe "Kossaki", sprzedane kiedyś, żeby wnuczka mogła trenować. Do tego musi doskoczyć Ula. Więc trener ojciec postawił na starty równoległe: gdzie Isia, tam ona. Żeby młodsza przy starszej śrubowała pozycje w rankingach. Niektóre konferencje prasowe go denerwują. – Ula słyszy od dziennikarzy: "Ma pani gorszy bekhend niż siostra, co pani zamierza z tym zrobić?".
I nawet jeśli dotąd nie był to dla Uli problem, nagle zaczyna myśleć: "A może to jakaś tragedia?". Spirala się nakręca. Po co? – złości się Robert. Powtarza wciąż: Mam DWIE córki. Zainwestował w nie tak samo, więc każda ma szansę. W końcu są niemal identycznym materiałem genetycznym.
KREW NA KORCIE
Ojciec Roberta był hokeistą Cracovii, dziadek działał w towarzystwie sportowym "Sokół". Robert kiedyś jeździł na łyżwach. Żona Katarzyna pochodzi spod Sandomierza, też ze sportowej rodziny. – Geny musiały się objawić. Szybko zauważyłem, że córki są zdolne. Gdybym na siłę chciał trenować beztalencia, jaka by to była miłość? Fałszywa i patologiczna – mówi ojciec. Luty tego roku. Pattaya w Tajlandii, finał turnieju WTA. Agnieszka prowadzi w trzecim secie, ale Amerykanka Jill Craybas odrabia pięć gemów z rzędu. Aga traci nerwy. Rzuca rakietą – raz, druProsi o przerwę medyczną – ma odciski i krew na stopach. Wraca na kort zdeterminowana. Wygrywa. Jest wykończona. W hotelu zasypia natychmiast. Rano budzi się uśmiechnięta. Rok temu, półfinał turnieju w Bangkoku. Ula jest w Tajlandii z mamą. Przed meczem wskazówki od taty przez telefon, na korcie – dramat. Rywalka, Virginie Razzano, prowadzi w pierwszym secie. Ula zaciska palce na rakiecie, pot zalewa jej oczy. Wygrywa 7:6. Drugi set. Wybiega do piłki, nagle... przeszywający ból w nodze. Skręciła kostkę! Za chwilę upadnie, odpłynie. Ale serwuje, skupia się na ruchach seledynowej kulki tańczącej po korcie. Wytrzyma. Wytrzymuje. Z kontuzjowaną nogą wygrywa mecz. Widzi jeszcze złą twarz rywalki i przerażoną lekarza. – Dziewczyny są twarde – mówi trener. – Praca i systematyczność zrobiły z nich fajterki. Od lat trenują tak samo: trening–przerwa–drugi trening i wieczorem trzeci, siłowy. Sen o 23, pobudka o szóstej. – Małpia powtarzalność – dzięki niej wyłącza się mózg, a włącza automat. Isia już to potrafi, Ula się uczy: na korcie walczy się z piłką, a nie z rywalką – tłumaczy. A Isia dorzuca: – Ale ja piłek nie zabijam. Po pierwsze myślę – zastrzega i z uśmiechem patrzy na ojca. On zawsze ma pierwsze i ostatnie zdanie. Bo...
TATA WIE NAJLEPIEJ
Przeprowadzka do nowego mieszkania, pomagają dziadek i babcia. Nagrody wnuczek przewożą na kilka razy. Samych pucharów jest ponad 350. Agnieszka zawsze skromna.
Nie chwali się sukcesami, a jednocześnie nie boi największych nazwisk. Mistrzynie rozkłada mocną psychiką i pomysłowością. Szarapowa jest wysoka, więc Agnieszka słała jej krótkie niskie piłki, żeby musiała się schylać. Inteligencji na korcie uczy je ojciec. – Tata jest największym autorytetem. Gdyby nie on, nie byłybyśmy dziś w tym miejscu – deklaruje Isia, a Ula się z nią zgadza. Dziennikarze obserwują – dwa turnieje w dwóch miejscach świata, tata jedzie z Ulą, Agnieszka przegrywa. A czasem odwrotnie. Robert: – Jestem im potrzebny, ale nie mogę się rozdwoić, choćbym chciał. Aga przyznaje: sama jego obecność dodaje pewności siebie. Nie lubi tylko, gdy rozemocjonowany krzyczy i gestykuluje, bo to ją rozprasza. Ale gdy ojca nie ma, jest jeszcze gorzej.
Uzależnienie? Tak. Pozytywne. Bo tata zdejmuje z głowy córek dylematy. On decyduje, czy zbojkotować igrzyska w Pekinie (nie!), z kim podpisać kontrakt, czy jechać na zawody i spróbować grać z gorączką (tak!). Bunt wobec takiej podległości? Rzadko.
GRAMY NA SIEBIE
Tegoroczny turniej WTA w Stanach. Isia przegrywa strategiczny mecz. Wcześniej ojciec wystawił ją w deblu i grze mieszanej. Agnieszka: – Gry w deblu były męczące. Potem biegałam jak na kołkach, a nie jak na nogach. Może następnym razem trzeba zrezygnować z miksta... – Delikatna, ale jednak krytyka strategii taty. Nie jest zły, wie: córki rosną, swoje poglądy będą forsowały coraz częściej. Na razie najpierw sprawdzają, co myśli tata. A on rzadko zaczyna od "ja", "Isia" albo "Ula". Mówi: "my". I tak jest dobrze. Bo wszyscy grają na wszystkich. – Familijny interes – śmieje się Robert. Nowy Jork, kort Louisa Armstronga. Agnieszka przegrywa z Izraelką Shahar. Ojciec komentuje: – Jej najgorszy mecz w USA w tym roku. Zagrała bojaźliwie. Jeśli już miała przegrać, to chociaż po walce. Było źle – wzdycha zrezygnowany i dodaje: – Ale nie będę miał pretensji. Kiedy smutna Agnieszka podchodzi do taty, on ją przytula, pociesza. Po to przecież jest.
TRUSKAWKI NIE ZA SŁODKIE
Po wygranym meczu w Wimbledonie Agnieszka dostaje SMS od Wojciecha Fibaka: "Czekałem ponad 20 lat, żeby polski tenisista dotarł w tym turnieju tak daleko". Isia uśmiecha się, chowa komórkę. Przyznaje: rzadko skacze z radości. Zwycięstwo nad Szarapową komentuje: – Wygrałam z drugą rakietą świata. To duży sukces. Ale jakoś specjalnie się tym nie podpalam... Ulę po zwycięstwie w Wimbledonie juniorów zaproszono na bal. Na sali wielkie gwiazdy sportu. Siedziała koło Venus Williams, wróciła bez wypieków. – Nie czułam się speszona, było mi po prostu bardzo miło w towarzystwie VIP-ów. Wygrane wolą świętować rodzinnie: kolacja, szampan dla Isi, truskawki dla Uli (na alkohol za wcześnie). – Krótka radość i jedziemy dalej. Nie ma wielkiej euforii ze zwycięstwa i zgrzytania zębów po porażce. Ani Hamletowskich dylematów w stylu: grać czy nie grać? Trzeba grać – mówi Robert.
-

Oprah Winfrey
Otwarta, szczera, empatyczna. Dla milionów Amerykanów jest wzorem człowieka sukcesu. Najbardziej...
- czytaj
-

Mężczyźni pięknych kobiet
Najpierw oszałamia uroda. Pojawia się zauroczenie. Ale prawdziwe piękno dostrzega się później. ...
- czytaj
-

Uśmiech losu
Zasada jest jedna. W odpowiednim momencie zauważyć niepowtarzalną okazję i mieć odwagę z niej...
- czytaj
-

Justyna Pochanke: Nie chcę więcej
Mam fantastyczną pracę, szczęśliwy dom. Osiągnęłam dojrzałość - mówi Justyna Pochanke.
- czytaj
-

Taki rok się zdarza raz...
Czasem wystarczy jedna iskra, by kariera rozbłysła, a nazwisko stało się znane w całej Polsce....
- czytaj
-

Wszystko szczęśliwie się ułożyło
Chyba jestem nudna - śmieje się w czasie spotkania. Może dlatego, że w moim życiu wszystko...
- czytaj
-

Na językach
"Nie ludzie słowa, ale słowa ludzi niosą", śpiewała Kayah. Jednak są tacy, którzy żyją wbrew...
- czytaj




