Od redakcji
Łukasz Modelski

Piątek, 16 maja 2008

Twój Styl nr 06 (214) 2008

Od redakcji

tagi: od redakcji, wstępniak, Redaktor Naczelny, Jacek Szmidt, Zastępca Naczelnego, Łukasz Modelski,

B. poznałem kilka lat temu. Z zawodowych przyczyn przez rok regularnie odwiedzałem jej wieś (formalnie miasteczko – prawa miejskie to ślad czasów, kiedy wieś nazywała się inaczej, a pobliski pałac nie należał do PGR-u). Turystycznych walorów tego miejsca, choć niegdyś były niebagatelne, starczyło mi na dwie godziny. Później zaczynała się codzienność B.

B. poznałem kilka lat temu. Z zawodowych przyczyn przez rok regularnie odwiedzałem jej wieś (formalnie miasteczko, prawa miejskie to ślad czasów, kiedy wieś nazywała się inaczej, a pobliski pałac nie należał do PGR-u). Turystycznych walorów tego miejsca, choć niegdyś były niebagatelne, starczyło mi na dwie godziny. Później zaczynała się codzienność B.


Pierwsza otwierała się niewielka budka naprzeciwko restauracji. Tam stołowali się ci, dla których spotkanie z "punktem gastronomicznym" było świętem. Punkt ów ruszał jako drugi i jako ostatni się zamykał, wyczerpując w zasadzie ze swoim włączonym non stop telewizorem ofertę kulturalną rodzinnej wsi B. Propozycją, z której korzystano najczęściej, było więc pozostanie w domu. Jak setki lat temu, z tym że przy świetle. B. zdawała sobie sprawę z własnego położenia i z maskowanym politowaniem objaśniała mnie – zdziwionemu przybyszowi – zasady swojego świata. Wójt – ten sam od zawsze. Kumpel kogoś ważnego z powiatu, który (podobno, ale kto by tam sprawdzał) od lat ma kogoś w Urzędzie Marszałkowskim.

 

Ten z powiatu z kolei imprezuje z dowódcą jednostki wojskowej, więc kiedy wójt ma fantazję, on i jego goście mogą się przejechać "Twardym". Dowódcza garnizonu jest po imieniu z szefem straży pożarnej, która daje zatrudnienie znajomym chłopakom, sama z kolei będąc zatrudnianą przez zaprzyjaźnionego Jedynego Większego Pracodawcę w Okolicy. Większy zaś ma takie przełożenie, że na dziesięciolecie zakładu przyjechała telewizja z województwa. Do tego pomniejsi – ksiądz, właściciele spożywczego, kierowniczka restauracji... We wsi nie było ludzi wolnych, każdy należał do kogoś. Jeśli wypadasz poza ten porządek, musisz się liczyć z nędzą. Po prostu. Czyli nie podskakuj.

 

B. skończyła studia, raz czy dwa wyjechała za granicę i wróciła do wsi. Do rodziny. Najlepiej wykształcona, najpełniejsza entuzjazmu i zupełnie bez pracy. Gdyby nie internet, który założyła w popegeerowskim bloku, nie mogłaby się utrzymać. Pewnego dnia B. zrobiła coś, co nie przyszłoby do głowy żadnemu z jej sąsiadów: zgłosiła gminę do konkursu jednego z międzynarodowych programów pomocowych i wzięła na siebie ciężar organizacji. Udało się. Wieś otrzymała pokaźny grant, który odmienił życie wszystkich. Bajka? Nie.

 

Warunki życia w tzw. Polsce B zmieniają się wolniej niż jej mieszkanki. A te stają się coraz bardziej niezależne, pomysłowe, mierzą coraz wyżej, marzą coraz śmielej. Trzymamy za Was kciuki, choć z wielkich miast niewiele widać. Nie bójcie się marzyć. Jak matka autystycznej dziewczynki z reportażu konkursowego Polka 2007, jak bohaterki naszego raportu Polka na prowincji. Jak moja Polka B.

 

Łukasz Modelski, zastępca redaktora naczelnego

Dodaj swój komentarz:
Login/Podpis:
Hasło:

Jeżeli się nie zalogujesz, przy twoim komentarzu pokaże się numer IP.

Reklama