Lifestyle

Wtorek, 29 kwietnia 2008

Pani nr 05 (212) 2008r.

Mistrz i Małgorzata

tagi: mistrz i małgorzata, Christopher Lambert, rozmowa, życie, aktor, rodzina, film, sława,

MAŁGORZATA DOMAGALIK: Pana najbliższe otoczenie mówi, że przede wszystkim jest Pan dżentelmenem. CHRISTOPHER LAMBERT: Dżentelmenem? Tak.

MAŁGORZATA DOMAGALIK: Pana najbliższe otoczenie mówi, że przede wszystkim jest Pan dżentelmenem.
CHRISTOPHER LAMBERT: Dżentelmenem?
Tak.
Podoba mi się to. Myślę, że dobrze jest być uważanym za takiego. Nie tylko wobec kobiet, ale wobec ludzi w ogóle.
I jeszcze mówią, że prawdziwa gwiazda, czyli Pan, nie zachowuje się jak gwiazda.
Mam nadzieję, że zachowuję się zupełnie normalnie.
Stara się Pan?
Ja właśnie się nie staram. Jestem, jaki jestem. Ludzie nie powinni się zmieniać tylko dlatego, że są sławni. Oczywiście ja też mam swoje humory, złe momenty, jak każdy z nas, ale zwykle jest jakiś powód, a nie tylko fanaberia. Kocham swoją pracę i staram się wykonywać ją jak najlepiej. Jednak jestem tylko człowiekiem.
Jeszcze nie znudziło się Panu granie?
Nie. Raczej nie. Przynajmniej nie teraz. W mojej pracy wszystko zależy od scenariusza. Po dwudziestu pięciu latach spędzonych w tym zawodzie mam już wolność wyboru. Ostatnie cztery lata wybieram wyłącznie role, które mnie interesują.
Możliwość decydowania o tym, co się robi, to jest coś.
Tak, tylko że na początku nie zawsze ma się możliwość wyboru…
Tak, ale przecież pracuje się po to, żeby to osiągnąć. Owszem. Ja miałem szczęście, bo grałem tylko w filmach, które mi się podobały.
Lubi Pan dziennikarzy? Nie lubię krytyków, ale dziennikarzy lubię. Generalnie szanuję ludzi, których pasjonuje ich praca, a to zawsze można od razu zauważyć. Zawsze! Jeśli to wyczuwam, to czuję do nich respekt. Jeżeli chodzi o krytyków, to nie mam problemu z tym, że krytykują film, spektakl czy obraz, ale nie lubię sposobu, w jaki to robią. Nigdy nie jest on obiektywny. Zawsze jest: „Ja myślę, że to jest złe”, a nie na tym polega praca krytyka. Krytyk może powiedzieć, że jemu się coś nie podoba, ale powinien też zachęcić ludzi do tego, żeby poszli na wystawę, posłuchali płyty, zobaczyli film czy obejrzeli pokaz mody i sami wyrobili sobie opinię. Nie chodzi o to, żeby generalizować i pisać, że coś jest po prostu złe i nie warto temu poświęcić czasu.

Na Panu też nie zostawiali suchej nitki? Tak, dość często, ale zła krytyka też mnie dużo nauczyła, pod warunkiem że była inteligentna i konstruktywna. Zdarzało się, że pisano: „Dlaczego on gra w czymś, w czym nie jest dobry”. Wówczas zastanawiam się, czy przypadkiem jednak nie mają racji. Jednak jakaś miażdżąca krytyka nigdy nie zmieniała mojego życia.
Nigdy?
Nie, nigdy. Jeśli ktoś pisze o mnie, że jestem geniuszem, to wiem, że to też nie jest opinia obiektywna. W żadnej dziedzinie, w żadnym biznesie nie ma ani ludzi najgorszych, ani geniuszy. Tacy ludzie po prostu nie istnieją.
Nie?
Uważam, że jeśli ktoś jest rzeczywiście dobry, to jest dobry zawsze…
Przykłady?
Na przykład aktorzy tacy jak Robert De Niro, Gene Hackman, Jack Nicholson… są wspaniali. Oni mogą zmienić się ze wspaniałych na dobrych, ale nigdy ze wspaniałych na złych. Zawsze są dobrzy i tylko mogą wspiąć się jeszcze na wyżyny w zależności od scenariusza, reżysera, obsady. I to właśnie mam na myśli, uważając, że jeśli ktoś jest dobry, to może być tylko lepszy.
Generalnie więc lubi Pan rozmawiać z dziennikarzami?
Tak, ale tylko o pracy. Nigdy nie rozmawiam z nimi o życiu prywatnym.
Ale ludzie chcieliby usłyszeć opinie znanego, szanowanego aktora na przykład na temat wojny w Iraku.
O tym rozmawiam…
A czy zgodzi się Pan ze mną, że życie czasem jest dużo bardziej interesujące niż to, co oglądamy na ekranach kin? Także życie aktora…
Tak, i dlatego już jakieś piętnaście lat temu zacząłem zajmować się różnymi sprawami. Nie mogłem przecież tylko czekać na kolejną rolę, na rozpoczęcie następnego filmu. Jestem nadaktywny i musiałem robić coś innego, coś wykreować, coś stworzyć. Zacząłem otwierać restauracje.
Jedna z nich, Gitana, jest w Buenos Aires?
Tak. Ale robię też wiele innych rzeczy.
Produkcja wina. Nie, tego zaprzestałem.
To nie był dobry interes?
Nie, to nie tak. Nie lubiłem jednego z moich partnerów, a relacje między ludźmi są dla mnie zawsze bardzo istotne. Po trzech latach współpracy zauważyłem, że jest bardzo pretensjonalny, a poza tym nie podobało mi się, jak rozmawia z innymi. I tak to się skończyło. Nie jestem w stanie wchodzić z kimś w interesy, jeśli nie ma między nami harmonii. Dziś mam swoje udziały w hotelarstwie, nieruchomościach, w dystrybucji produktów spożywczych itd. To mnie ciągle „utrzymuje” w akcji, a to lubię najbardziej.
Przyjemność i radość.
Dokładnie, tak oto musi być.
Jest Pan poliglotą?
Znam angielski, francuski, trochę włoski i trochę hiszpański.
Niemiecki?
W szkole miałem wybór między hiszpańskim a niemieckim, ale hiszpański wydawał mi się łatwiejszy. Kiedy pytam mojego męża, który jest Niemcem, jaką narodowość, gdyby mógł, wybrałby ponownie, zawsze odpowiada, że chciałby być Włochem. Pan urodził się w Stanach, ale gdzie tak naprawdę jest Pański dom?
Powiedziałbym tak: mój dom jest tam, gdzie są moje uczucia. Czyli Los Angeles, bo tam jest moja córka Eleonora, i Francja, bo…
Ale o tym nie rozmawiamy, bo…
No tak, zapomniałem (śmiech)… to są sprawy prywatne. Całe życie podróżowałem. Jako młody chłopak zostałem wysłany przez rodziców do internatu w Genewie. I tak naprawdę dla mnie dom jest tam, gdzie jestem szczęśliwy.
A jak jest Panu źle, to gdzie się Pan zaszywa?
Na łodzi…
Na łodzi? Tak, to duży dom z możliwością przemieszczania, a ja lubię się przemieszczać.
Nie ma Pan więc choroby morskiej?
Nie.
Zaczął Pan grać w szkolnym teatrze w wieku dwunastu lat. Pamięta Pan ten przełomowy moment, kiedy mały Christopher uświadomił sobie, że chce zostać aktorem? Tak, pamiętam. To było właśnie wtedy, kiedy miałem dwanaście lat.
I?
Po raz pierwszy w życiu poczułem, że ludzie spostrzegli, iż to jest coś, co robię dobrze, i to było dla mnie naprawdę wspaniałe uczucie. Co prawda w okresie od dwunastego do osiemnastego roku życia nie rozwijałem tej umiejętności zbyt aktywnie, ale wiedziałem, że chcę zostać aktorem.

Małgorzata Domagalik

Dodaj swój komentarz:
Login/Podpis:
Hasło:

Jeżeli się nie zalogujesz, przy twoim komentarzu pokaże się numer IP.

Reklama

~owieczki, ip: 83.6.242.189, 05.05.08 12:17 odpowiedz
fajny tylko trochę stary, mam nadzieję, że jego kobiety są starsze od jego córek